Każdy stara się, aby gdzie tylko to jest możliwe osiągnąć jak najwięcej jak najmniejszym wysiłkiem. Najprostszym przykładem jest sytuacja kupna i sprzedaży. Gdy sprzedajemy, staramy się zyskać jak najwięcej, ale gdy kupujemy chcemy zapłacić jak najmniej. W socjologii, takie sytuacje, gdy ktoś dąży do maksymalizacji własnych korzyści i minimalizacji strat, zwane są dylematami społecznymi. Tyle, że podany przykład jest najprostszy z możliwych, prawdziwe dylematy społeczne dotyczą sytuacji zbiorowych. Encyklopedia tak definiuje dylemat społeczny – to sytuacja współzależności społecznej, w której długoterminowy interes społeczny jest sprzeczny z doraźnym interesem jednostki. Jeżeli większość członków grupy wybierze własne korzyści, to w konsekwencji cała grupa traci. 

Przykład jak najbardziej na czasie, od kilku lat dokucza nam susza. Pomimo ostatnich obfitych opadów, eksperci apelują do społeczeństwa, by oszczędzać wodę, by ograniczyć do niezbędnego minimum podlewanie ogródków przydomowych. Każdy chciałby mieć piękny ogródek, ale jeśli nie posłuchamy apeli i mimo wszystko część z nas będzie systematycznie je podlewać, to może się okazać, że wszyscy wkrótce będziemy mieli brzydkie. 

Podobnie jest z przynależnością związkową. Wielu pracowników firmy uważa, że nie należąc do związku zawodowego, nie płacąc składki członkowskiej zaoszczędzają pieniądze, a jeżeli związek zawodowy wynegocjuje coś korzystnego dla pracowników to i tak będzie ono dostępne dla każdego, niezależnie od tego czy jest jego członkiem czy nie. To niestety prawdą nie jest. Zapominają o pewnym zasadniczym dla działań zbiorowych fakcie. Każdy kolejny, myślący w podobny sposób pracownik nie wzmacniając związku zawodowego, osłabia go. Nieliczny ilościowo związek zawodowy ma mniejszą szansę osiągnięcia celów zbiorowych, których realizacja jest w interesie zarówno całego związku jak i każdego pojedynczego pracownika. 

Jest to dość prosta i jasna zależność. Szkoda, że wielu pracowników o tym nie pamięta. 

(Kos)